Wywiad z Przewodniczącym ZOK NSZZ „Solidarność” JSW S.A. Sławomirem Kozłowskim 26.09.2025 r.
Jak oceniasz akcję wręczenia petycji posłom ziemi górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego w sprawie społeczno-gospodarczej katastrofy w naszym regionie?
Moja ocena samego pomysłu i jego realizacji jest jak najbardziej pozytywna, bo trzeba wstrząsnąć tymi ludźmi w Warszawie i w ich biurach poselskich. To był krzyk rozpaczy, próba przebicia się przez mur obojętności. Natomiast to, co mnie przeraża, a w zasadzie utwierdza w przekonaniu o ich oderwaniu od rzeczywistości, to podejście parlamentarzystów do naszych działań.
Jedni są publicznie oburzeni, że pod ich nieobecność ktoś śmiał zostawić im pod drzwiami symboliczną taczkę węgla – tego samego węgla, który jest solą tej ziemi i dzięki któremu oni w ogóle mają co reprezentować. Zamiast refleksji, nagrywają potem jakieś żałosne przemówienia, chwaląc się swoimi rzekomymi dokonaniami, które dla nas, tu na dole, są po prostu niewidoczne. Inni znowu, tak jak w przypadku pana posła Gadowskiego, wygłaszają tyrady, które z prawdą nie mają nic wspólnego. Oczywiście, na filmikach to oni są bohaterami, a nie my. Robią sobie „selfie” z ministrem energii, pokazując mu naszą petycję, tak jakby nie otrzymał jej wcześniej oficjalnie od nas!

ZOK NSZZ „Solidarność” JSW S.A. informowała o problemach premiera i ministrów, którzy odpowiadają za górnictwo. Wystosowaliśmy apele do przewodniczących klubów sejmowych poszczególnych partii w Sejmie i Senacie. Poinformowaliśmy wszystkich parlamentarzystów ze Śląska. Niestety nie czujemy większego zainteresowania naszymi problemami.
Powiem to wprost: tu nie są potrzebne kolejne nagrania, puste słowa i chwalenie się na Facebooku. Tu są potrzebne czyny! Posłowie ziemi śląskiej, niezależnie od barw partyjnych, są prawnie i moralnie zobligowani do tego, aby bronić śląskiego przemysłu i miejsc pracy. Zostali wybrani przez ludzi stąd i mają obowiązek walczyć o nasze interesy, a nie o interesy swoich prezesów partyjnych w Warszawie. Na razie, niestety, udowadniają, że o tym zapomnieli.
Jak oceniasz aktualną sytuację ekonomiczną Jastrzębskiej Spółki Węglowej?
Po ostatnim spotkaniu z zarządem Jastrzębskiej Spółki Węglowej i po informacjach, że do analizy sytuacji ekonomicznej firmy dołączyła firma doradcza KPMG, jestem bardziej niż pewny – nie mam żadnych złudzeń. Sytuacja jest katastrofalna. A najgorsze jest to, że jestem przekonany, iż za tę sytuację będą musiały zapłacić osoby, które są najmniej za nią odpowiedzialne – czyli pracownicy JSW i spółek córek.
Nie chciałbym tutaj snuć jakichś teorii spiskowych, ale zastanawia mnie jeden, bardzo niepokojący fakt. Mamy PKP Cargo, czyli kluczowy transport kolejowy, mamy polskie hutnictwo, mamy koksownie i mamy węgiel koksujący, który JSW produkuje. I nagle, w tym samym czasie, wszystkie te strategiczne, zazębiające się branże znajdują się w potężnym kryzysie finansowym. Pytam więc głośno: czy to jest przypadek? Jak ma wyglądać przyszłość polskiego przemysłu, skoro jego fundamenty są w zapaści? Czy to jest efekt skrajnej niekompetencji ludzi zarządzających tymi spółkami i nadzorujących je ministrów? Czy jednak, co gorsza, w tym szaleństwie jest metoda i jest to jakiś z góry założony plan deindustrializacji Polski pod dyktando polityki unijnej? Tak czy inaczej, skutek jest ten sam: wyprzedaż majątku i zwalnianie ludzi.
Jak oceniasz akcję górników i hutników w Euroterminalu w Sławkowie?
Akcja w Sławkowie to jest doskonały i zarazem tragiczny obraz tego, jak państwo polskie dba o swoje strategiczne interesy. A raczej – jak o nie nie dba. Rząd kompletnie nie panuje nad tym, co wjeżdża do Polski. Tani węgiel, stal i inne surowce ze wschodu zalewają polski rynek, niszcząc nasze zakłady, które nie są w stanie konkurować z towarami produkowanymi bez żadnych norm ekologicznych czy pracowniczych. Wszystko przez to plajtuje.
W stu procentach zgadzam się z wypowiedzią lidera śląsko-dąbrowskiej „Solidarności”, że musimy wspólnie, ponad podziałami, bronić interesów pracowniczych. Pracownicy, a zwłaszcza członkowie związków zawodowych, muszą wreszcie zrozumieć jedną, brutalną prawdę: nikt za nich nie obroni ich miejsc pracy. Ani rząd, ani zarządy, ani politycy. Sami musimy sobie pomóc, bo jesteśmy ostatnią linią obrony.
Nagrania z tej akcji, pokazywane przez niezależne media oraz dostępne na platformach społecznościowych – których oczywiście nie zobaczymy w telewizji rządowej – pokazują brutalne akcje policji. To żywo przypomina sceny z protestów pod JSW w 2015 roku. Nie łudźmy się, to jest ten sam schemat pacyfikowania uzasadnionego gniewu społecznego. I niech to będzie ostatni dzwonek dla wszystkich organizacji związkowych, które zapadły w sen zimowy albo właśnie chcą w niego zapaść. Odpowiedzialność za obecną sytuację i za brak reakcji was nie ominie. Historia was z tego rozliczy.
Dodatkowo, to, co się stało w Sławkowie, pokazuje, że władza nie zawaha się użyć siły przeciwko własnym obywatelom, gdy ci stają w obronie polskiej gospodarki. To sygnał dla nas wszystkich: musimy być zjednoczeni i solidarni, bo tylko we współdziałaniu jest siła, która może cokolwiek zmienić.

